Przeszkadzała im „plebania”...
Z Katarzyną Łaniewską o talentach danych i zadanych rozmawia Wojciech Sumliński
podlasie
Recytacja bożonarodzeniowej poezji w Pani wykonaniu, zaprezentowana w ramach naszego turnee „Z kolędą przez Podlasie”, to coś więcej, niż przedstawieniem wierszy nawiązujących do narodzin Pana Jezusa. Gdy z nostalgią prezentowała Pani wiersz Gałczyńskiego pt. „Powrót”, nawiązujący do Wigilii dzieciństwa spędzanej z bliskimi, którzy odeszli już do Boga, w oczach słuchaczy pojawiły się łzy. Gdy z mocą i pasją wołała Pani: „Powstańcie i nie bójcie się!” - mury świątyń drżały w posadach. Słuchacze naszych koncertów, z którymi rozmawiałem, nie mogli się nadziwić, skąd w Pani taka siła i ekspresja...
Wierzę w to, co robię i kocham to, co robię. Wierze też, iż mamy od Boga talenty dane nam i zadane, że zostaliśmy obdarzeni pewnymi zdolnościami, których rozwijanie i przedstawianie jest naszą powinnością. Dlatego w swój zawód i powołanie wkładam całe serce i duszę – inaczej nie potrafi ę. Recytowanie poezji bożonarodzeniowej, tudzież patriotycznej, przychodzi mi tym łatwiej, że uważam siebie za osobę głęboko wierzącą w Boga i kochającą naszą Ojczyznę.
A w tej Ojczyźnie nie dzieje się najlepiej, o czym mówiła Pani na zakończenie niedzielnej mszy świętej w bialskiej parafii Narodzenia Najświętszej Marii Panny, gdzie przybyła Pani na zaproszenie księdza dziekana Mariana Daniluka...
Pod wieloma względami dostrzegam analogie do sytuacji, jaka miała miejsce w stanie wojennym. I wtedy i dziś wielu twórców mogło działać jedynie w tzw. drugim obiegu i wtedy i dziś prześladowano „nieprawomyślnych”, walczono z krzyżem, marginalizowano wartości chrześcijańskie. Może inna była skala prześladowań, ale trudno mi mówić o dzisiejszej Polsce, jako kraju w pełni niepodległym. Gdy śpiewam „Boże coś Polskę”, zwracam się do Stwórcy słowami: „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie”, zamiast „pobłogosław Panie”. I nie jestem w tym odosobniona.
Ma Pani w dorobku wiele wspaniałych ról teatralnych i filmowych, ale przez większość widzów utożsamiana jest Pani z „Babcia Józią” z serialu „Plebania”. Jak jest Pani stosunek do tej postaci?
Sympatyczny, chociaż czasami żartuję, że zajmuje się tam głównie „donoszeniem”. Na szczęście potraw – a nie na kolegów. Przykro mi, że po jedenastu latach emisji serial skończył swój żywot (ostatni odcinek zostanie wyemitowany pod koniec stycznia – przypis WS). Skończył mimo dobrej, ponad czteromilionowej oglądalności, ponieważ reklamodawcy nie chcieli być utożsamiani z „plebanią”, nie chcieli, by ich reklamy były emitowane przed i po serialu o takim tytule. I to też jest bardzo diagnostyczne dla oceny trendów i sytuacji w naszym kraju.
Jesteśmy tuż po turnee kolęd na południowym Podlasiu. Jakie wrażenia zabiera Pani do domu po naszych koncertach?
Wspaniałe. I nie mówię tego dlatego, że tak wypada. Poznałam tu wspaniałych ludzi, przepełnionych wiarą i miłością do Ojczyzny, także wspaniałych młodych artystów i profesjonalistów z dyrygentem Piotrem Karwowskim na czele. Jestem szczęśliwa, że na zaproszenie „Tygodnika Podlaskiego” i Fundacji „Kocham Podlasie” mogłam wziąć udział w tym pięknym i stojącym na wysokim poziomie artystycznym wydarzeniu. I zawsze chętnie tu powrócę.
Dziękuję za rozmowę.
| « poprzednia | następna » |
|---|




















